Wydziergać…

7 kwiecień 2009 - autor: basia0acappella

Piękna wiosna kusi do mini-perwersji: przeglądu sweterków przed wsunięciem ich w szaf pozycję drugą…
Aż dziw bierze, że tak mało tego zostało… Moich, bo podarowane innym to zupełnie osobna sprawa.
Ot, zużywanie się rzeczy świata tego… A nić słabą rzeczą jest – nie tylko na rękawach.

dzianina4

Kobiety wokół mnie zawsze się zajmowały robótkami. W każdej wolnej chwili. (Ciocia utkwiła mi w pamięci z pachnącymi zachodnimi motkami (od szwagierki z RFN) przed telewizorem zapodającym stanowojenny Dziennik Telewizyjny. Reputacja najlepiej ubranej w jej licznym i sfeminizowanym miejscu pracy zobowiązywała…)

Więc gdy przyszedł czas – nic, że zajęty bardzo, bo akademicki – wciągnęło mocno także i mnie

dzianina3

Czas nie za łatwy – braków wszystkiego: i towarów i pieniędzy…
W pewnym momencie zrobiłam z białej owczej wełenki* po swetrze dla każdego z sześciu członków najbliższej rodziny – panowie i siostra natychmiast zażyczyli sobie granatowego koloru, więc był to też czas, gdy sklep specjalistyczny z farbkami (na Placu Szczepańskim) widywał mnie częstawo. (Potem zmienił się asortyment marzeń – barwniki do jedwabiu. I zawsze tam kolejka była).

Ten biały powyżej to mój własny z tej serii: naszej własnoowieczkowej (bo jedną mieliśmy w całej historii domu… wariatkę nieco) – wyrób ściśle wedle modnego wzoru z Kobiety i Życia (bodaj ‘88). Wykroje i Wzory tego tygodnika prenumierowałam namiętnie przez dłuuuugi czas…
___
*uprzędzionej ślicznie – miękko i równo – przez Mamę (był to jej debiut przędzalniczy: “co to, moja mama przędła, to ja miałabym nie potrafić?!” – takie podejście poprzednich pokoleń kobiet to skarb!!!)

dzianina2

Odeszło… Nie, nie powiem, że jak sen jaki złoty.
Ostatnie dzieło zrobiłam na początku 1994 (męski, solidny). Wypadałoby bodaj dokończyć mój własny, zaczęty wtedy sweterek szaro-stalowy… tylko kawałek rękawa pozostał… i karczek ;/

dzianina1

Powyżej jeszcze licealny… Wzór – “nieco taki sobie” – bo samodzielnie wymyślony, nie kopiowany.

Więcej...

Brzoza na Segenstrasse 20

1 kwiecień 2009 - autor: basia0acappella

Brzoza na Segenstrasse 20
Rosła sobie radosna, ufna i silna wśród domów nie najbogatszej, ale i nie ubogiej części „wioski milionerów” (mówią tak o sobie nawet ci, którzy mieszkają w blokach).
Jednostajne domy Ramersdorf osłaniały ją jak mogły; brzoza odwdzięczała się jak umiała – szelestem liści, optymizmem zieleni, nadzieją młodego pnia.

Wyrosła do poziomu mojego okna.
I tu -
tajemnicą jest uskok.
Siodełko.
Garb.
Na pochyłą brzozę – i tak dalej…
Nie, za wysoko!

Nie wiadomo
Co mogło
Się stać
Może rana?
- Nie zagojona rana po odciętej gałęzi?

Teraz ją mech porasta, sikorki przelotnie szukają strawy lub wypoczynku, wiewiórki szparko-drapko biorą udział w triumfach Małysza.
Pół metra dalej brzoza pionizuje się znowu (żargon szpitalny jak najbardziej na miejscu), po bawarsku krzepka, rozłożysta, triumfująca.
Gałęzie większe i mniejsze, solidne i rachityczne cieszą się życiem wniebogłosy (i we wszystkich kierunkach).
Nie wiedzą, co się stało.
Nie wiedzą, że coś w ogóle się stało.
Zupełnie dobrze im z tą niewiedzą.

A brzoza zgadza się na afirmację, na wróble, na wiewiórki, na wszystko. Choć to, co wie starczyłoby na niejeden krzyk rozpaczy.

Ramersdorf, marzec 2001

Przedwiośniany strzęp światła

31 marzec 2009 - autor: basia0acappella

Odbicie zachodzącego na Candidplatz słońca

Poprzez drzewa,
szybę,
rolety
przedarł się
na niegdyś białą ścianę
strzęp światła
Cieszę się nim – bo zaraz zgaśnie
i nawet tej pomarańczo(wa)wej plamki nie będzie

Światełko mojej miłości
też jest tylko strzępem
przeszłości,
tęsknot,
i rzeczy samej
A jednak stale muszę nad nim czuwać
I wypatrywać go w ciemnościach nocy.

Tegernseer-Landstrasse, Muenchen, marzec 2000

Walentynki 2009

14 luty 2009 - autor: basia0acappella

WaWalentynki09

Pada śnieg. Dużo napadało. Jeszcze więcej napada.

Po dziesiątej B chciała podjechać na parking zakrzowiecki żeby sobie ułatwić dojście do terenów spacerowych. Ale autko – ciepłe jeszcze o 8 z minutami – było już przysypane dość dokładnie. A distress signals innego, podobnego rozmiarami, uświadomiły kierowczyni, że jej_wuz będzie się miał znacznie lepiej na zwyczajowym miejscu zaparkowania. Za chwilę do mam zaczną się zjeżdżać obiadowe sępy a do dziewczyn-studentek – adoratorzy. A taranowanie pryzm śniegu w ramach wywalczania sobie przestrzeni postojowej?… Lepiej chodźmy pieszo. (I niedaleko)

Pieszo nie będzie po lunchu. Bo oto mamy w bliskim towarzystwie nowe, wypasione 4×4. Jedna z retoryk głosi, że nabyte drogą kupna (w najostatniejszy poniedziałek) także po to, by B mogła sprawdzić (i ew. podciągnąć) swe off-road credentials.
We wtorek – przy pogodzie typu lampa i suchuteńkch powierzchniach on- i off- – B wyszła z sześćdziesięciokilometrowych doświadczeń obronną oponą. Ale na dziś zaplanowano ponad 70 ambitniejszych. Atrakcje ‘po’ też zamówione. B ma prowadzić…
I będzie walczyć, by mimo wszystko nie dać następcom Abnegata.ltd zajęcia w ten przeuroczy dzionek-wieczorek ;/

Krajobraz fundamentalny

10 luty 2009 - autor: basia0acappella

KrajFundamentalny

Sobota. Upał (16C). Halny.
B – w woskowanej kurtce znanej firmy (a raczej w szykownej czarnej satynowej pikowanej podpince tejże kurtki), w kaloszach szczęścia bardzo czerwonych, z psem jak Pan Bóg przykazał (niewątpliwie-naturalnie) – idzie na spacer kilkukilometrowy.
Cel to odnaleźć pomniczek w okolicach miejsca katastrofy samolotu brytyjskiego, który wczesną jesienią 1944 leciał z Włoch ze zrzutem dla Powstania Warszawskiego. W dzieciństwie często zbaczaliśmy nieco z drogi by zobaczyć dziurę w lesie i posłuchać opowieści Taty o jego dziecięcych wrażeniach z katastrofy.
Pochowanych niżej w lesie pilotów ekshumowano po odzyskaniu przez Polskę niezawisłości i zabrano do Anglii. W okolicach mogiły miejscowi na spólkę z rodzinami ofiar postawili pomniczek. Co roku odbywa się tam msza za Powstańców i Ofiary II wojny.

B była przekonana, że trafi bez trudu. Aliści błądzenie po leśnich parowach nic nie dało. Pies wreszcie znudził się wyszukiwaniem zajęczych kości… poniechano poszukiwań.

A takie to niby wszystko swojskie… w promieniu kilkunastu kilometrów…

Głowy do debaty! ;)

31 styczeń 2009 - autor: basia0acappella

debata

Czy ktoś mi może objaśnić, czemu tak mnie rozśmieszył ten anons?
Czy ja sama mogę to sobie wyjaśnić?

Dystanse

3 styczeń 2009 - autor: basia0acappella

Jechałam sobie kiedyś do NW busami. Złociście było (wnętrz środków transportu nie wyłączając) – od chryzantem i innego kwiecia. Oraz – od słońca.

WschódWiśnicz

W B dosiadła się pani i zaczęła mnie zagadywać, dokąd to. Zeznałam zgodnie z prawdą, choć oględnie. Okazała się mieszkanką celu mojej podróży i wypytywała dalej…
‘Do X-ów? – to moi sąsiedzi!’ – ucieszyła się.

Wielkie było moje zdziwienie, gdy skręciła do siebie dwie przecznice wcześniej. NW miasteczko małe, ale te kilkanaście ulic jednak ma. I troszkę siedlisk rozrzuconych.
A ludzie wiedzą o sobie dosłownie wszystko. Do pradziadków. I nawet ‘nie wstydzą się’ werbalizować swego dyskomfortu wobec niepełności tej wiedzy w sytuacji, gdy ktoś się ‘wżenił’ spoza promienia 50km, w którym też można zasięgnąć języka (łatwiej albo trudniej).

Ja, po dziewięciu latach, wiem troszkę o dwóch sąsiedzkich rodzinach w moim bloku. Minimalnie…