Archiwum kategorii ‘a cappella’

Czemu znicze szesnastego?

19 październik 2009

Franciszk3

…października, czyli w rocznicę wyboru Kardynała z Krakowa “na papieża”?
Z telebimów płynie “optymistyczny mesydż” (gdy przechodziłam – Nowy Targ ‘79) a nabożne panie dostawiają znicze… aż miło.
Chyba, że chodzi właśnie o tę nastrojowość? Że każdy pretekst dobry aby się ładnie świeciło…

Niegdysiejsze… (po-żary?)

27 sierpień 2009

SERDUSZKO

Serduszko srebrne jak złoto
Najwyraźniej
nie chciało
tkwić dłużej
na wierzchu pseudo-kaszmirowego sweterka
(kłaczki widzę, może kupić to niemieckie ustrojstwo do ich usuwania?)
Wypięło się i upadło na ścieżkę nabrzmiałą od łez niebieskich
(za dużo ich tej wiosny!)
Podnoszę skarb mój i amulet, wycieram cierpliwie, dmucham, chucham -
- nie mogę przecież zaniedbać, zgubić

Tyle wspomnień

A ono znowu…
- uparcie upada w te łzy i to błoto…

Muenchen, Segenstrasse, 23.3.2001

Jeden

23 lipiec 2009

prius

- Stój, kto idzie?!
- Ekologia!
- Ile was?
- Raz!

Straż Miejska stołeczno-królewska dumnie jeździ samochodami ekologicznymi po samiutkim centrum (tu – przed skrzyżowaniem Grodzkiej i Dominikańskiej idąc od Rynku). Zapytany przeze mnie o liczbę nabytków, strażnik odparł: “jeden… może go sobie pani nawet zobaczyć w internecie…”

Ostentacja?

9 czerwiec 2009

Ostentacja

Historyczne miasteczko, pięknie odnowiony rynek. I coś takiego pośród skrawków publicznych miejsc postojowych…

Czysta przyroda?

28 maj 2009

czysta przyroda

ZACHOWAJ CZYSTĄ PRZYRODĘ“… ?…

…zawsze mi się wydawało, że ona jest wszystko, tylko nie czysta…

Majowe czarnowidztwo

13 maj 2009

Działki

Taki obrazek rozplakatowano na lokalnych działkach tuż przed trzeciomajowym świętem. A wokół łany konwalii i zagajniki bzów…

W górę rzeki

15 kwiecień 2009

W górę rzeki
Zdjęcie – WM

Ech, te pułapki rozczulania się ‘zbyt wcześnie’ nad wspomnieniami dzieciństwa! Wydawać by się mogło, iż trzeba sporej megalomanii, by w młodym bądź średnim wieku zawracać sobie (za często) i innym (w ogóle) głowę głupotkami, rozmiękczać własną odporność wzruszeniami i milionowo-krotnym odkrywaniem panta rhei.
Że tu był ten pień legendarny, zimowy… Nieco dalej – “wodospad”… O, a tam nasze koszary wojenno-wiosenne wśród pąków kaczeńców… A jeszcze dalej mostek strategiczny, blisko którego to przejście… – zawsze za szerokie do przebycia – wiodło, poprzez zarośla, stromą (dla dziecka) ścieżyną, “w górę rzeki”. Maleńkiego dopływu naszego potoczku.

Ale widzę, że mniej “humanistyczne” Rodzeństwo ma tak samo. Zwłaszcza, gdy pretekst poręczny. Na przykład – zorganizowanie egzotycznej atrakcji dzieciom, których wspomnienia lat najmłodszych będą polegać na czymś zupełnie ale to zupełnie innym. Więc niech się bodaj nauczą poruszać sprawnie po pochyłym i wertepiastym. Przykład naszych miejskich Kuzynów dowodzi dobitnie, że nawet takie, incydentalne, wyprawy traperskie sięgają i promieniują daleko poza okres dzieciństwa.