Wydziergać…

By basia0acappella

Piękna wiosna kusi do mini-perwersji: przeglądu sweterków przed wsunięciem ich w szaf pozycję drugą…
Aż dziw bierze, że tak mało tego zostało… Moich, bo podarowane innym to zupełnie osobna sprawa.
Ot, zużywanie się rzeczy świata tego… A nić słabą rzeczą jest – nie tylko na rękawach.

dzianina4

Kobiety wokół mnie zawsze się zajmowały robótkami. W każdej wolnej chwili. (Ciocia utkwiła mi w pamięci z pachnącymi zachodnimi motkami (od szwagierki z RFN) przed telewizorem zapodającym stanowojenny Dziennik Telewizyjny. Reputacja najlepiej ubranej w jej licznym i sfeminizowanym miejscu pracy zobowiązywała…)

Więc gdy przyszedł czas – nic, że zajęty bardzo, bo akademicki – wciągnęło mocno także i mnie

dzianina3

Czas nie za łatwy – braków wszystkiego: i towarów i pieniędzy…
W pewnym momencie zrobiłam z białej owczej wełenki* po swetrze dla każdego z sześciu członków najbliższej rodziny – panowie i siostra natychmiast zażyczyli sobie granatowego koloru, więc był to też czas, gdy sklep specjalistyczny z farbkami (na Placu Szczepańskim) widywał mnie częstawo. (Potem zmienił się asortyment marzeń – barwniki do jedwabiu. I zawsze tam kolejka była).

Ten biały powyżej to mój własny z tej serii: naszej własnoowieczkowej (bo jedną mieliśmy w całej historii domu… wariatkę nieco) – wyrób ściśle wedle modnego wzoru z Kobiety i Życia (bodaj ‘88). Wykroje i Wzory tego tygodnika prenumierowałam namiętnie przez dłuuuugi czas…
___
*uprzędzionej ślicznie – miękko i równo – przez Mamę (był to jej debiut przędzalniczy: “co to, moja mama przędła, to ja miałabym nie potrafić?!” – takie podejście poprzednich pokoleń kobiet to skarb!!!)

dzianina2

Odeszło… Nie, nie powiem, że jak sen jaki złoty.
Ostatnie dzieło zrobiłam na początku 1994 (męski, solidny). Wypadałoby bodaj dokończyć mój własny, zaczęty wtedy sweterek szaro-stalowy… tylko kawałek rękawa pozostał… i karczek ;/

dzianina1

Powyżej jeszcze licealny… Wzór – “nieco taki sobie” – bo samodzielnie wymyślony, nie kopiowany.

Więcej...

Odpowiedzi: 5 do “Wydziergać…”

  1. Tom mówi:

    To była jednak koszmarna strata czasu i wzroku – żeby studentki, aktorki, panie z zawodami i pozycjami, MUSIAŁY sobie tak radzić, albo dorabiać, albo sztukować braki.

  2. basia mówi:

    Wiesz… nie do końca… To jednak twórczość jest – budowanie osobowości, zaradności…
    …wrażliwości kolorystycznej też.
    I cierpliwości, sztuki relaksu i skupienia at the same time…

    Gdyby było sztuką dla sztuki – niektórzy mogliby nie mieć takich “politowawczych” odruchów. Ale że użytkowe: “ach, biedne ta polskie kobiety/dziewczyny były…” :lol:

    P.S. “Aktorki” – miałeś na myśli słynne produkcje Anny Dymnej?

  3. marzena mówi:

    czemu “wzór nieco taki sobie”? – ładnie zestawione kolorki i widać też pewną myśl “figuratywną” :lol:

  4. basia mówi:

    Proporcje plam barwnych były pochodną ilości posiadanych włóczek. Sąsiedztwa – ich grubości (boć przecież – w pewnym przedziale – różne były i średnice i faktury przędzy… :D )

    Ech, całkiem pozapominało się te wszystkie dylematy: prucie, prostowanie na parze… :D

  5. Tom mówi:

    Tak, Dymną miałem na myśli. Swego czasu reklamowała dość mocno to swoje drutowe popędzanie czasu za kulisami Starego Teatru. ;-)

Dodaj komentarz